Gorące tematy: COVID-NEWS Antypartia Ruch Oporu 2020 Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
56 postów 505 komentarzy

Refleksje zrzędliwego emeryta

PiotrZW - Ślązak, katolik, socjalista

Cariew: Stany Zjednoczone nie są już światowym hegemonem

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Bardzo cenię Olega Cariewa. Dysponuje ogromną wiedzą i nie uprawia propagandy. Portalowi rusvesna.su udzielił wywiadu o konflikcie w Nagornym Karabachu. Wybrałem ważniejsze fragmenty. Tłumaczenie google poprawiłem tylko z grubsza, mogą być błędy.

(...)Unia Europejska, Rosja i Stany Zjednoczone działały, jakby pośrednio, po stronie Armenii. Wcześniejsze żądanie opuszczenia przez Armenię okupowanych terytoriów Azerbejdżanu wynika z tekstu oświadczeń. Obie strony nadal żądały zaprzestania działań wojennych, ale dla wszystkich jest oczywiste, że biorąc pod uwagę to, że Armenia prowadzi walki obronne, jest to skierowane przede wszystkim do Azerbejdżanu.
Oznacza to, że widzimy, że Stany Zjednoczone, Unia Europejska i Rosja w tym przypadku działają jako jednolity front.
(...)
Wielu nie zwraca uwagi na to, jak zmienia się sytuacja na świecie. Rosja jest przyzwyczajona do tego, że jej głównym przeciwnikiem są Stany Zjednoczone, które również wykorzystują swoich wasali - Ukrainę, Turcję i inne państwa NATO do ataku na Rosję.
A kiedy pojawia się konflikt, Rosja szuka: „Gdzie tu są Stany Zjednoczone?” A w dzisiejszych konfliktach na granicach Rosji nie ma Stanów Zjednoczonych! Sytuacja na świecie się zmienia. Stany Zjednoczone są zdecydowanie neutralne. Zobacz, Stany Zjednoczone nie ingerowały w wydarzenia na Białorusi, Litwie i w Polsce, które próbowały obalić Łukaszenkę. Tak samo, jak teraz na Kaukazie, jest to niezależna gra Turcji.
(...) Gdy Stany Zjednoczone schodzą na dalszy plan, będziemy mieć konflikty z Polską i Litwą, które domagają się nie tylko części Ukrainy i Białorusi, ale także części Rosji.
Będą konflikty z Turcją, która chce stworzyć duże Imperium Osmańskie. W obliczu poważnych problemów gospodarczych Erdogan, aby odwrócić uwagę od tych problemów, poruszy kilka kwestii polityki zagranicznej w celu konsolidacji elektoratu.
W rzeczywistości musimy zrestrukturyzować całą naszą politykę zagraniczną (...) cieszyć się, że Stany Zjednoczone będą słabsze. Ma to swoje wady i zalety. (...) Wszyscy wiedzą, jak działa Soros, jakie są kolorowe rewolucje, czego chcą Stany Zjednoczone. I zamiast jednego dużego wroga na granicy z Rosją pojawi się duża liczba zainteresowanych stron - Chiny, Turcja. Teraz budują Wielką Albanię, usuwając granicę między Albanią a Kosowem. Iran buduje Wielki Pas szyicki. Mają interesy - Syrię, Irak, Jemen, Libię.
Jeśli wcześniej był jeden wróg, teraz pojawią się na całym świecie, a każdy z nich ma swoje własne interesy ...(...) kiedyś walczyłeś z jednym dużym wrogiem, ale teraz musisz odeprzeć stado psów lub szakali, które jak tylko odwrócisz głowę w jednym kierunku, ugryzą cię w drugą stronę. Przepis jest tylko jeden - trzeba bić tak, żeby był niezgodny.
Zobacz, jak zachowuje się Erdogan - bezczelnie, wyzywająco, nie zwracając uwagi na opinie innych krajów. Wydaje mi się, że Rosja powinna w jakimś stopniu brać od niego przykład. Czy możesz sobie wyobrazić, że Rosja na Ukrainie postąpiłaby tak samo, jak Erdogan w Syrii?
Z drugiej strony malejące wpływy USA otwierają nowe możliwości dla Rosji. Jeśli Rosja może się odbudować, to w nowej rzeczywistości ma wszelkie szanse na odzyskanie wszystkiego, co zostało utracone. Wpływy, ludzie, terytorium.
Aby zrozumieć, co się tam [w Armenii] teraz dzieje, trzeba sięgnąć daleko do przeszłości. Zostawmy okres, kiedy z Armenii pozostał tylko Górski Karabach, a resztę podzieliły Turcja i Iran. Weźmy okres Związku Radzieckiego. Chcę przypomnieć, że Armenia była jedną z ostatnich republik, które przystąpiły do ZSRR, a Armenia zaczęła odłączać się od Związku Radzieckiego wcześniej niż republiki bałtyckie.
Nie tak dawno byłem w Karabachu na zaproszenie Prezydenta Górskiego Karabachu Bako Sahakjan. Rozmawiałem z miejscowymi Ormianami. Starzy ludzie opowiadali, jak to się wszystko zaczęło.
Kiedy narodził się ruch na rzecz secesji Górskiego Karabachu, były przywódca Komsomołu, szef organizacji partyjnej jednej z dużych fabryk, Robert Koczarian, kierował karabaskimi organizacjami nacjonalistycznymi „Krunke” i „Miatsumi”. W tym czasie ormiańskie przedsiębiorstwa, dyrektorzy zakładów przydzielali fundusze, pomagali tym ruchom na każdy możliwy sposób. A szefem komitetu miejskiego w Stepanakercie był stary, sprytny komunista, któremu powierzono zadanie zwalczania tego ruchu separatystycznego.
Zadzwonił do szefów przedsiębiorstw i powiedział im: „Jak to możliwe? Wy, drodzy ludzie, płacicie terrorystom, radykałom? Wszyscy jesteście komunistami. Czy to naprawdę możliwe?”… Prowadził takie rozmowy i pomoc materialna została nagle przerwana. Ruch zaczął zanikać.
I wtedy zdarzyło się takie zdarzenie, nie wiem, czy to prawda, czy nie, powiedział mi o tym stary Ormianin, wskazał palcem, jak do komitetu miejskiego partii (teraz w tym budynku na placu siedzi kierownictwo Górskiego Karabachu), podjechał Wołga, przywódca jednego z przedsiębiorstw przemysłowych, a Robert Kocharian zaczął strzelać w jego kierunku z karabinu maszynowego. I nie uzyskał nic. Ale po tym wydarzeniu sytuacja zaczęło się szybko rozwijać - naprawdę stał się liderem, od razu został ministrem obrony Górskiego Karabachu, potem pierwszym prezydentem Górskiego Karabachu, i była wojna, i tam brał udział. Bardzo zdecydowana osoba. W końcu nie było wcale jasne, jak te wydarzenia mogą się zakończyć.
Tak, aby strzelać w kierunku osoby i współplemieńca, i tylko dlatego, że przestał udzielać pomocy materialnej, to trzeba było być osobą szczególnego rodzaju.
Ormianie przeszli przez wielkie cierpienia. Ludobójstwo, brak państwowości, ciągłe prześladowania i wojny. Historia Ormian to krew i łzy. I nagle zwycięstwo! Broniliśmy Karabachu. Karabach to symbol zwycięstwa Ormian. Mieszkańcy Karabachu uważają wręcz, że Ormianie w Górskim Karabachu są zupełnie inni, nie tak jak w Armenii. Że w Armenii przez ciągłe klęski Ormianie są ludem płaczącym, ale w Karabachu Ormianie to lud zwycięski.
Po upadku Związku Radzieckiego przywódcą Armenii został Lewon Ter-Petrosjan. Filolog, profesor, akademik, osoba bardzo inteligentna. Po przyjeździe z Moskwy, gdzie dyskutowano nad propozycjami Grupy Mińskiej OBWE w sprawie konfliktu w Karabachu, zebrał swoich podwładnych - Roberta Koczariana, premiera Wazgena Sarkisjana - ministra obrony oraz Serża Sarkisjana - ministra spraw wewnętrznych i bezpieczeństwa narodowego.
Ter Petrosyan opisał rozmowę, którą odbył z Primakowem: „Żądają od nas, abyśmy oddali część zajętych regionów”.
Faktem jest, że Górski Karabach nie graniczył z Armenią, a aby utorować drogę do Górskiego Karabachu przez terytoria azerbejdżańskie, wiele regionów pierwotnie azerbejdżańskich zostało przejętych ukradkiem. Co więcej, ilość ziemi odebranej Azerbejdżanom jest nie mniejsza niż obszar autonomicznego regionu Górskiego Karabachu
Kiedy Azerbejdżanie z tych terenów zamienili się w uchodźców?
Jadąc górską drogą z Erewania natkniesz się na starożytne kościoły chrześcijańskie - kamienne, luksusowe. W jednym z nich rozmawiałem z chrześcijańskim księdzem, który powiedział: „W Azerbejdżanie, tutaj, w tej świątyni, pasterz azerbejdżański hodował kozy, tu mieszkali Azerbejdżanie”.
Wracając do spotkania pod przewodnictwem Ter-Petrosyana. To było wtedy w pierwszych umowach o opuszczeniu Górskiego Karabachu, o pozostawieniu drogi prowadzącej do Górskiego Karabachu, ale oddaniu przynajmniej tych obszarów, które wcześniej były zamieszkiwane przez Azerbejdżanów, a które w ogóle nie należą do Karabachu.
Tak, są żyzne ziemie, tak, mają nie mniejszy obszar niż sam Górny Karabach, ale to nie są ziemie ormiańskie. Kompromis był dobry, ponieważ Azerbejdżan czułby, że zajmie pewne obszary w ramach porozumień. Armenia czułaby, że kwestia Karabachu została rozwiązana i nie będzie dalszych działań zbrojnych.
Ter-Petrosyan powiedział: „Próbowałem wytłumaczyć w Rosji, że bardzo trudno byłoby przeforsować tę decyzję w Armenii. Ormianie nie poprą, a elity polityczne będą przeciwne oddawaniu choćby części okupowanych ziem. I starałem się wyjaśnić, że skoro tylko pogodzimy się z Azerbejdżanem, po co Armenia będzie potrzebować Rosji? Nie rozumiem, dlaczego Rosja chce rozwiązać ten konflikt w ten sposób? ”
Robert Koczarian, Vazgen Sargsyan i Serzh Sargsyan, było ich trzech przeciwko jednemu - Ter-Petrosyan. Ta trójka postawiła Ter-Petrosyanowi ultimatum: albo sam opuszcza prezydenturę, pisze oświadczenie, albo po prostu je wycofuje. Są przywódcami wojska, policji, służb bezpieczeństwa narodowego, rządu.
Lewon bezskutecznie próbował im powiedzieć, że teraz Ormianie mają taką sytuację, że nie możemy jej odwrócić. Ale cały budżet Armenii jest mniejszy niż budżet wojskowy Azerbejdżanu. A im dalej, tym bardziej ta różnica będzie rosła. A prędzej czy później Azerbejdżan stanie się tak silny, że po prostu przejmie go siłą. I nie tylko to, co możemy im teraz dać, ale generalnie możemy wziąć wszystko. A także, żeby zrobić drogę wzdłuż Iranu do Nachiczewanu. Nachiczewan to część Azerbejdżanu, w której historycznie mieszkali Ormianie, ale wtedy nie było tam Ormian i pozostali tylko Azerbejdżanie, odcięci od ojczyzny.
Levon nie walczył, napisał oświadczenie i wyszedł. Robert Koczarian, Vazgen Sargsyan i szef byłej największej partii byłych komunistów Karen Demirchyan zgodzili się podzielić kraj na trzy części. Robert został prezydentem, Karen została szefem parlamentu, miał największą frakcję, a Vazgen Sargsyan został premierem. Po chwili doszło do sytuacji, w której Robert Koczarian został pozbawiony realnej władzy. Zaczęli mówić w Armenii "Po co nam w ogóle prezydent?"
×
W parlamencie większość jego byłych przyjaciół, obecnych przeciwników. Premier i parlament we dwoje grają we wszystkie gry, rozdają kontrakty, mianują ludzi, a Robert zostaje królem bez królestwa. I wtedy wydarzyło się zdarzenie, myślę, że wiele osób je pamięta, kiedy rewolucyjni terroryści wtargnęli do parlamentu, z bronią ... Nairi Hunanyan z bronią. I zabili mówcę i premiera. Oprócz nich byli też ranni i zabici. (...) ukazało się kilka publikacji, w których Robert Koczarjan został oskarżony o terroryzm.
Na pogrzebie znajomy jednego z zabitych powiedział w twarz Robertowi, który przyszedł złożyć kwiaty: „Jesteś mordercą, a przyszedłeś tutaj”. Potem ten człowiek zginął w wypadku samochodowym. Czy to przypadek? Nie wiem. Prokurator wojskowy wszczął dochodzenie. Rozpoczęły się aresztowania świty Roberta Koczariana. Ale powoli Robert wziął wszystko w swoje ręce. Główny śledczy został zmieniony. Prokurator armeński na tyle przeciągnął sprawę, że udało im się wprowadzić zakaz wykonywania kary śmierci w Armenii.
Nairi Hunanyan jest teraz w więzieniu ze swoimi towarzyszami, ale sprawa nie została zamknięta. Wielu w Armenii jest przekonanych, że Nairi Hunanyan działał w interesie Roberta Koczariana ...
Następnie Robert Koczarian stał na czele Armenii przez dwie kadencje prezydenckie. Owszem jako prezydent kategorycznie sprzeciwiał się realizacji rezolucji ONZ, decyzji Grupy Mińskiej, ale z czasem nawiązał bardzo dobre, przyjazne stosunki z Władimirem Władimirowiczem Putinem. Armenia zaczęła integrować się z prorosyjskim obozem.
Robert spędził dwie kadencje, potem odbyły się wybory, a wygrał Serż Sarkisjan, który w tej rozmowie był niegdyś ministrem spraw wewnętrznych. Wcześniej był szefem sztabu Roberta, był członkiem jego zespołu.
Do czasu wyborów Soros już aktywnie działał na terytorium Armenii. Levon Ter-Petrosyan nie zgodził się ze stratą i stwierdził, że były to sfałszowane wybory i wyprowadziły ludzi na ulice. Były aresztowania, były starcia, byli naprawdę u progu wojny domowej.
Niemniej jednak Robert Koczarian stłumił protesty, aresztował przywódców, a później zgodził się z Levonem Ter-Petrosyanem na usunięcie ludzi z ulic i uwolnienie zatrzymanych. Następnie Serż Sarkisjan był prezydentem przez dwie kadencje. W rzeczywistości przez cały ten czas Armenia była najpierw de iure, a następnie de facto, za pośrednictwem Serża Sarkisjana, pod przywództwem Roberta Koczariana.
Aby utrzymać się u władzy w Armenii, Serż i Robert próbowali zmienić konstytucję tak, aby Serż Sarkisjan został premierem Armenii, a premier miał główne uprawnienia, a urząd prezydenta został zlikwidowany.
Potem zaczęły się nowe niepokoje, w wyniku których na przywódcę wybrano Nikola Paszyniana. Ter-Petrosyan jeszcze wcześniej zrezygnował z roszczeń do władzy ze względu na swój wiek.
Problemem krajów poradzieckich jest kategoryczna niechęć i niezdolność przywódców do rozstania się z władzą. Pomyśl o tym. Jeśli władzę można zmienić tylko poprzez przeprowadzenie kolorowej rewolucji, to wychodząc z faktu, że nic nie jest wieczne, we wszystkich krajach postsowieckich Soros prędzej czy później umieści swoich podopiecznych.
Gdyby Robert Ghazaryan i Serzh Sarksyan przeprowadzili uczciwe wybory, nie trzymali się władzy, nie nominowali nowego kandydata ze swojej partii, to Armenia miałaby szansę na zdobycie lidera, który nie będzie wdzięczny Sorosowi. Dotyczy to nie tylko Armenii, Białorusi, Tadżykistanu, ale także innych byłych republik radzieckich. Znaczna część Białorusinów nie znienawidziłaby Łukaszenki, gdyby nie pretendował do dożywotniego prezydentury z synem w roli następcy.
Poparcie Paszyniana w Armenii jest w tej chwili dość duże, a tym bardziej w przypadku wydarzeń rozgrywających się w Armenii. Podczas wydarzeń wojskowych ludzie zwykle gromadzą się wokół swoich przywódców.
Cała trudność dla Federacji Rosyjskiej polega na tym, że nie ma jeszcze kontaktu z Nikolem Paszynianem. Najwyraźniej Robert Koczarian był duchowo i psychicznie blisko Władimira Władimirowicza. Zdecydowany, zdolny do działania ...
Wszyscy wiemy, że Vladimir Vladimirovich wie, jak być przyjaciółmi, wie, jak wspierać swoich przyjaciół. Widzimy na Ukrainie, jak przyjaźni się z Wiktorem Medwedczukiem. Zaraz po wyborze Paszyniana na premiera aresztował on Roberta Koczariana. Aresztował, mimo że wielokrotnie powtarzano mu, że przyjaciel Putina nie powinien być aresztowany.
W więzieniu Robert Koczarian otrzymał gratulacje z okazji urodzin od Władimira Władimirowicza i gratulacje z okazji Nowego Roku. Był to sygnał dla Paszyniana do uwolnienia Roberta Koczariana.
Nawiasem mówiąc, Robert Kocharian został aresztowany za wydarzenia, kiedy stłumił pierwszą kolorową rewolucję. Nie tak dawno mój dobry przyjaciel i towarzysz, były prezydent Górskiego Karabachu Bako Sahakayan, wpłacił kaucję w wysokości 4 milionów dolarów. Sądy armeńskie od dawna dyskutowały, czy prezydent może zostać aresztowany za działalność, którą prowadził jako prezydent, poprzez zrywanie wieców.
Robert Koczarian został zwolniony i dziś przebywa w Górskim Karabachu. Nie tak dawno, gdy tylko rozpoczęły się działania wojenne, udał się tam. Nie wątpię, że gdyby Armenia była teraz kierowana przez Roberta Koczariana lub jednego z jego przyjaciół, Azerbejdżan by nie zaatakował. Będą się bali.
Federacja Rosyjska ma naród ormiański, który jest ludem chrześcijańskim i któremu chciałaby pomóc, jest też przywódca Nikol Paszynian, który oczywiście nie jest przyjacielem Federacji Rosyjskiej.
Nie tak dawno były ćwiczenia w Gruzji, ćwiczenia NATO, w których Armenia z jakiegoś powodu brała udział. Były też oświadczenia, które słyszano w Federacji Rosyjskiej - „przyjmij Armenię do NATO, a opuścimy OUBZ”. A w dzisiejszej sytuacji Rosja ma bardzo trudną pozycję. Z jednej strony Federacja Rosyjska musi pozostać pośrednikiem. Gdy tylko stanie po stronie, Armenii lub Azerbejdżanu, nie będzie już w stanie wypełniać swojej misji rozjemcy.
Turcji bardzo by się to podobało.
Wtedy Turcja otwarcie przystąpiłaby do negocjacji po stronie Azerbejdżanu, machnąwszy ręką na to, że Rosja nie jest już ani rozjemcą, ani mediatorem, że Rosja jest po stronie Armenii. Poza tym Putin ma dobre stosunki osobiste z Alijewem.
Jeśli chodzi o pomoc dla Górskiego Karabachu, to trzeba zrozumieć, że Górski Karabach nie jest uznawany nawet przez samą Armenię.
I nie zapominaj, że Armenia ma największą ambasadę USA na całej przestrzeni poradzieckiej. W małej, małej Armenii znajduje się gigantyczna ambasada Stanów Zjednoczonych, która w naturalny sposób działa zarówno w Armenii, jak i na całym Kaukazie. (...) Oznacza to, że Ormianie nie chcieli oddać części terytorium Azerbejdżanowi, choć sami nie uznali swojego Górskiego Karabachu.
Wszystkie większe straty armeńskie są teraz związane z tym, że Azerbejdżan posiada tureckie drony i miażdży obronę Armenii. Nie było tajemnicą, że Azerbejdżan prędzej czy później zaatakuje. Wszyscy spodziewali się tego ataku. Tak, przez cały ten czas trzeba było rozwiązać problem z dronami, a jeśli dronów już nie ma, to trzeba było przynajmniej zabetonować się w tych górach.
A teraz widzimy te drony latające i strzelające znad zbiorników, które wcale nie są ukryte. Z góry drony robią, co chcą. Wyobraź sobie, że Armenia miałaby teraz drony. Azerbejdżanie praktycznie nie mają systemów obrony przeciwlotniczej na terenie okupowanych regionów, do których właśnie weszli do Górskiego Karabachu. Ormiańskie drony mogłyby z łatwością zniszczyć zarówno czołgi, jak i personel wroga. Ale oni tego nie mają. Oprócz dronów Azerbejdżan atakuje UAV i amunicję krążącą, które nie zostały opanowane przez Federację Rosyjską, ale zostały opanowane przez Turcję, Izrael i kraje zachodnie.
Drony są w Iranie, Turcji, Stanach Zjednoczonych, Izraelu, ale nie w Federacji Rosyjskiej, a więc w Armenii. Czy to możliwe, że tak duży i silny kraj, zdolny do tworzenia takich rakiet, satelitów, najnowszych czołgów, nie jest w stanie stworzyć bezzałogowych statków powietrznych? Obejrzyj wydarzenia w Libii i Syrii. Niedawne wojny jasno pokazały nam, że przyszłość już nie istnieje - teraźniejszość należy do broni bezzałogowej.
To, co teraz widzimy, pokazuje, że wydarzenia nie będą się szybko rozwijać. Tak, Armenia popełniła ogromną liczbę błędów. Tak, Turcja jest zdecydowana kontynuować wojnę. Tak, zasoby Azerbejdżanu są o rząd wielkości większe niż zasoby Armenii. I, jeśli jeden Ormianin wymieni się na jednego Azerbejdżanu, jeden czołg stąd na jeden czołg stamtąd, to taka sytuacja nie jest korzystna dla Armenii, bo Armenia ma niewielkie zasoby. Ale jednocześnie wszyscy widzimy, że nie będzie blitzkriegu.
Cóż, ogólnie rzecz biorąc, życzymy naszym współwyznawcom przetrwania i zwycięstwa, współczujemy im. (...) ale rozumiem, że zarówno tam, jak i tam ludzie umierają i sytuacja jest zła. I nie ma dobrych opcji rozwoju, jeśli wojna będzie trwała. Wszystkie opcje są złe. Ormianie mieli kłopoty, ponieważ ich język, kultura i wiara zostały ograniczone w Azerbejdżanie. Gdyby nie to, może by się nie zbuntowali. Problem jest dla Azerbejdżanów, którzy zostali zmuszeni do opuszczenia swoich domów, ojczyzny. W tej wojnie nie ma prawa, tylko winni. Winne są ludy, ponieważ są za wojną. Winne są władze, ponieważ nie osiągnęły jeszcze porozumienia.
Niedawno w Erewaniu odbyło się spotkanie na wysokim szczeblu. Mishustin wziął udział. Rozmawialiśmy o ekonomii i współpracy. Mój przyjaciel, przedstawiciel z Rosji. zapytał Ormian, dlaczego nie uznają Karabachu. Powiedziano mu, że kraje - członkowie Grupy Mińskiej zdecydowanie się sprzeciwiają. Mój przepis na Armenię jest prosty. Ormianie i Azerbejdżanie życiem zapłacili za możliwość zakończenia wojny. Na tle strat władz Armenii i Azerbejdżanu łatwiej będzie przekonać ich narody o konieczności kompromisu.
Uważam, że Armenia powinna jak najszybciej uznać Karabach i jednocześnie z pomocą Rosji przystąpić do negocjacji z Azerbejdżanem. Po uznaniu Karabachu wszyscy zmierzą się z tym faktem. Wszyscy - w tym członkowie OUBZ, partnerzy w Mińskiej Grupie Negocjacyjnej, Azerbejdżanie i Turcji. Musimy zrezygnować z części okupowanych terytoriów. Pójdź na ustępstwa i szukaj kompromisu.
Aliyev znajduje się w rozpaczliwej sytuacji w Azerbejdżanie. Nie pozostanie u władzy, jeśli przegra w tej sytuacji. Problemu nie da się rozwiązać wojskowymi środkami dla Armenii. Dlatego tylko kompromis. 

KOMENTARZE

  • @Autor
    Żadnego kompromisu . https://www.youtube.com/watch?v=vSZMBHeQyuI Salute .
  • // Nie wątpię, że gdyby Armenia była teraz kierowana przez Roberta Koczariana..., Azerbejdżan by nie zaatakował. Będą się bali.
    No i wlaśnie O TO BARDZO DOKŁADNIE CHODZI w tym "żydo-mamonistycznym" pomyśle, aby zmieniać prezydentów państw co dwie kadencje. Nie mając możliwości zachowania "kręgosłupa wladzy" przez wystarczajacy ku temu okres czasu, ci "wymienni prezydenci" automatycznie stają się UZALEŻNIENI od "niewidocznych" SIŁ KAPITAŁU, który o wszystkim istotnym decyduje.

    Obecnie "Soros & Co." bardzo się denerwuje, że już zbyt długo rządzi nie tylko Łukaszenko, ale i Deng Xiao Ping w Chinach - nad którymi, bardzo obecne wzbogaconymi, tak zwany "BÓG WSZECHMOGĄCY", w formie deep state USA, wyraźnie utracił kontrolę. A chińska Kompartia wciąż oficjalnie wielbi Marksa, jako prowadzącego ją BOGA.

    (Jeśli chodzi o prosty sposób, w jaki Bogaci Komuniści w CHRLD zachowują kontrolę nad obcymi koncernami, robiącymi "zloty biznes" na terytorium Chin Ludowych to, ponieważ cała ziemia w CHRLD należy do PAŃSTWA, wladze zawsze mogą zażądać, aby robiący podstępną robotę koncern wyniósł się z ich kraju. I tyle i to wystarcza aby mieć nad obcym kapitałem w Chinach kontrolę.)
  • to jest to
    Problemem krajów poradzieckich jest kategoryczna niechęć i niezdolność przywódców do rozstania się z władzą. Pomyśl o tym. Jeśli władzę można zmienić tylko poprzez przeprowadzenie kolorowej rewolucji, to wychodząc z faktu, że nic nie jest wieczne, we wszystkich krajach postsowieckich Soros prędzej czy później umieści swoich podopiecznych"

    Żądza władzy to jest to pierwsze co cechuje psychopatów. - A w tle jest tu zawsze syndrom sztokholmski - dołączanie się zgwałconych do grupy gwałcicieli..
    Moim zdaniem to jest zupełnie nieważne czego chce Turcja, czy Anglia, Rosja czy Ustrael. Ważne co się uroi we łbach przywódców "z racji "demokratycznego wybrania"".
    Patrząc na mapę to te dwa państwa, których ludność jest wymieszana ma tylko 2 wyjścia, albo się skłócić naprawdę i podzielić terytorium tak, żeby już po jednej stronie granicy byli jedni, a po drugiej drudzy, albo stworzyć jedno państwo z minimum rządu wspólnego, ale za to z żyjącą pokojowo choć kulturalnie, religijnie i obyczajowo odmienną ludnością.
    Tu jednak na przeszkodzie stoją ambicje mieszkańców zdemoralizowanych komuną, z tym że to też nieprawda, Narody się porozumieją, kultury porozumieją, cywilizacje nie.
    To z cywilizacji biorą się kacykowie plemienni, inaczej mówiąc partyjni (czasami błędnie zwani zwani przywódcami narodów, bo oni żadnego systemu wartości się nie trzymają).

    Ludzie zaczną normalnie żyć, kiedy odrzucą myślenie w kategoriach "cywilizacyjnych, i ku tzw. "wartościom cywilizacyjnym".
  • @Berkeley72 19:34:25
    "No i wlaśnie O TO BARDZO DOKŁADNIE CHODZI w tym "żydo-mamonistycznym" pomyśle, aby zmieniać prezydentów państw co dwie kadencje. Nie mając możliwości zachowania "kręgosłupa wladzy" przez wystarczajacy ku temu okres czasu, ci "wymienni prezydenci" automatycznie stają się UZALEŻNIENI od "niewidocznych" SIŁ KAPITAŁU, który o wszystkim istotnym decyduje."

    Tę zasadę wprowadzono po wyborczym sukcesie Roosevelta. Amerykański lud tak go pokochał za reformy, że wybrał go CZWARTY raz, chociaż był już na łożu śmierci.

    Ta zasada nie stosuje się do premierów i kanclerzy, chociaż miewają podobną władzę.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031